niedziela, 30 czerwca 2013

Wakacje :D

Hejo Miśki! :D
Piszę dziś do Was, aby życzyć udanych wakacji, które zaczęły się właściwie w piątek ;)
Wiem, że nie za często dodaję tu dla Was coś nowego, ale staram się jak tylko mogę..
Dziś wyjeżdżam na kolonie i postaram się tam coś stworzyć :D
A tak ogólnie pytając mieszka ktoś niedaleko Szklarskiej Poręby??? :p
No to by było tyle, a dla umilenia czasu kilka zdjątek z USA ^^




















Loffam <3
Ev.

niedziela, 23 czerwca 2013

26. Ja chyba to wszystko odwołam...

Otworzyłam oczy. Wszędzie panowała idealna cisza. Postanowiłam jej nie przerywać. Ubrałam się jak najciszej umiałam, a potem zeszłam na parter. Oczywiście zastałam mega bałagan i śpiących w różnych dziwnych pozycjach balangowiczów. Zrobiłam sobie Cappuccino i wyszłam pobiegać. Nie wiecie nawet jakie to było świetne uczucie po tylu dniach spędzonych w szpitalu. Z słuchawkami w uszach zrobiłam chyba z 15 kilometrów. Wróciłam do domu i tym razem siódemka siedziała wokół stołu rozmawiając pewnie o wczoraj.
- Hejo! - rzuciłam na powitanie.
- No hej. Gdzie byłaś kochanie? - Niall przytulił mnie.
- Zwiedzałam okolice..
- To znaczy..?
- Jeny no.. poszłam pobiegać. Taka odpowiedź jest satysfakcjonująca?
- Tak, tak - odparł.
- Jedliście śniadanie?
- Niee - powiedzieli wszyscy chórem.
- Czekaliśmy na Ciebie - dodał Lou.
- Super - spojrzałam na nich - a ja na Was, więc do roboty! - zdziwili się - tym razem to wy robicie śniadanie, jeżeli tak można nazwać posiłek o 12. Teraz idę się przebrać i za 15 minut wracam, a na tym stole ma być przygotowany posiłek.
- Ale Juls.. - wydukał zdziwiony Liam.
- Żadne ale, życzę miłej pracy - powiedziałam, machnęłam ręką i udałam się na górę. Gdy tylko weszłam do pokoju,wzięłam poduszkę i zaczęłam się śmiać. Co jak co, ale nieźle wyszło mi to całe egoistyczne gwiazdorzenie. W sumie to byłam z siebie dumna. Jak powiedziałam, przebrałam się i udałam do jadalni.
- Wow! - powiedziałam z szeroko otwartymi oczami. Zobaczyłam bogato zastawiony stół. Były tam między innymi : naleśniki z Nutellą, jajecznica ze szczypiorkiem, twarożki, tropikalna sałatka, kakao, kawusia, herbata zielona i wiele innych przysmaków, które uwielbiałam.
- Czy taki śniadaniowo-obiadowy posiłek pasuje wać pannie?? - zapytał Zayn odsuwając mi krzesło.
- Myślę, że tak Milordzie - spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Po chwili z kuchni wyłoniła się reszta, niosąc resztę przygotowanych dań.
- Dobrze, że wczoraj napełniłyśmy lodówkę - zażartowała Oliv.
- Taa... dokładnie.. - zaczęliśmy pałaszować. Po skończonym posiłku chłopaki w szybkim tempie wszystko posprzątali i poszli do siebie. Ja z Oliv rozłożyłyśmy się starym obyczajem na kanapie. Czarnowłosa opowiadała mi co działo się wczoraj po tym jak ich opuściłam. Nie powiem dużo, ale było zabawnie. Ponoć Pasiasty gonił mojego Nando'sa, bo ten zjadł ostatnie marchewki i takie tam... Mimo wielu sytuacji, z których wspólnie miałyśmy ubaw, czułam, że coś przede mną ukrywa.
- Oli, wszystko gra - zapytałam, gdy nagle zamilkła chowając twarz w dłoniach.
- Jakoś tak, dzięki.
- Oli??
- No co? - spojrzała na mnie.
- Mów.
- Ale co?
- Co Ciebie trapi.
- Nic.
- Widzę.. - przewróciłam oczami - Wiesz przecież, że mi możesz powiedzieć.
- Tak wiem - wzięła głęboki oddech - Harry zaprosił mnie na kolację.
- Aaaaa!!! - ucieszyłam się, ale mój entuzjazm szybko opadł, gdy zobaczyłam wyraz twarzy przyjaciółki - Czemu się smutasz?? Zawsze tego chciałaś kochana..
- No chciałam, ale teraz sama nie wiem...
- Czy Ty się słyszysz?? Harold Edward Styles zaprasza Cię na kolację, a Ty zastanawiasz się nad odpowiedzią?! Nie poznaję Cię.
- To nie tak...
- A jak?
- Już się zgodziłam..
- To w czym problem?
- W tym, że mam się ubrać bardzo elegancko, a ja nie potrafię, nie mam ciuchów... - wzięła kolejny oddech - Ja chyba to wszystko odwołam...
- Oszalałaś! Idziemy do mojej szafy, albo nie... na zakupy!!! Rusz się z tej kanapy wyruszamy natychmiast! - posłusznie wykonała polecenie i po chwili byłyśmy pod ulubionym centrum handlowym Oliv. W każdym ze sklepów wybrałam Czarnowłosej po kilka zestawów, które musiała przymierzyć. Sama z resztą też to robiłam.
- To połowa za nami. - oznajmiłam, gdy wstąpiłyśmy na lody do kafejki przy centrum.
- Że co!? Dopiero połowa?!
- No tak. - odpowiedziałam spokojnie. Po odpoczynku wybrałyśmy się w jeszcze jedno miejsce, a mianowicie do mojej ulubionej galerii. Zielonooka zawsze mówiła, że dla niej tu za drogo i takie tam.. Z początku nie miała zamiaru wejść tam ze mną, ale dała się przekonać. Spacerując między sklepikami zauważyłam dwie dobrze znane mi osoby. Najpierw stwierdziłam, że to złudzenie, ale myliłam się.
- Lou! Harry! Czekajcie! - odwrócili się w naszą stronę.
- Dzień dobry! - powitała nas stylistka. - Znów widzimy się w trakcie zakupów, które robicie same... teraz to się obrażę..
- Ale Lou.. wybacz nam.. to taki mały spontan... - tłumaczyłam.
- No ok. Juls mogę Cię poprosić na słówko - zwróciła się do mnie.
- Tak, jasne, że tak. Oliv zaczekasz chwilę, nie? - uśmiechnęła się i twierdząco kiwnęła głową. Oddaliłyśmy się. - To o czym chciałaś pogadać?
- No bo wiesz... Oni idą na tą całą kolację i Hazza poprosił mnie bym mu pomogła wybrać miejsce, strój i wiele innych czynności..
- Serio?!
- No..
- To poważnie wziął sobie do serca, to co mu wczoraj powiedziałam.. - Blondynka spojrzała na mnie pytająco - Ale to nie ważne.. Powiedź mi lepiej co wymyśliliście..
- Kojarzysz tą restaurację niedaleko London Eye?
- Tą z wielkim tarasem i nieziemskim widokiem?
- Tak tą. Byłaś tam? - zapytała
- Jasne. Nawet kilka razy.
- Czyżby za sprawą takiego jednego przystojnego Blondasia? - zaśmiała się.
- Jak Ty nas dobrze znasz.. - przewróciła oczami - I co w związku z tą restauracją?
- Loczek wynajął cały taras i zamierza go udekorować lampkami, kwiatkami i jeszcze wieloma innymi dekoracjami.
- Aha. Pomysł w stylu Styles'a. Oliv spodoba się z pewnością.
- A właśnie Oliv. Jak już jesteście na tych zakupach to kup jej sukienkę w odcieniu koralu ok?
- No ok. - skończyłyśmy naszą potajemną rozmowę i dołączyłyśmy do pozostawionej sobie dwójki. Oni śmiali się w najlepsze, ale musiałyśmy im to przerwać. Szybko pożegnaliśmy się i udałyśmy na dalszy shopping. Jak obiecałam Lou, sukienka Czarnowłosej jest błękitna i ślicznie w niej wygląda.
- Jest 16:00. O której macie się spotkać? - zapytałam przyjaciółkę, gdy weszłyśmy do domu.
- Powiedział, że o 20 będzie pod naszymi drzwiami.
- To do pracy. Ty idź pod prysznic, a ja zajmę się resztą. - rozkazałam jej.
- Już?? Są jeszcze 4 godziny.. zdążymy...
- Uwierz mi. 4 godziny to bardzo mało by przygotować się do takiego spotkania, więc nie narzekaj i już Cie tu nie ma. - wskazała palcem na drzwi łazienki. Dziewczyna zabrała potrzebne rzeczy i znikła by po 30 minutach pojawić się odświeżona i gotowa do metamorfozy. Usiadła na łóżku i pozwoliła mi robić z nią na co tylko mam ochotę. Postanowiłam, że jej długie włosy zakręcę i romantycznie zepnę. Gdy fryzura była już gotowa, zabrałam się za makijaż. Nie zaszalałam. Postawiłam na delikatność i naturalność. Ostatnią czynnością była pomoc w założeniu sukienki.
- Nowy rekord! - oznajmiłam radośnie.
- Co?
- No już jesteś gotowa, a mamy jeszcze 10 minut.
- Aaaa... To mogę się już zobaczyć? - zapytała, bo zabroniłam jej patrzeć w lustra podczas przemiany..
- Oczywiście. - obie opuściłyśmy pokój.
- To naprawdę ja? - Oliv nie mogła uwierzyć, że postać w lustrze to ona.
- No chyba nie ja
- Dziękuję kochana. - przytuliła mnie. Usłyszałyśmy dzwonek, więc ja poszłam otworzyć.
- Hej. Olivia gotowa? - zapytał mnie stojący po drugiej stronie Loczek.
- Już tak. Zaraz ją zawołam.
- Dobrze.
- Oliv!!!
- Już idę! - usłyszałam stukanie szpilek. Schodząc po schodach wyglądała bosko, ale stwierdziłam, że lepiej spojrzę na reakcję chłopaka. Tak jak myślałam był zszokowany i zauroczony postacią, która zmierza w jego kierunku.
- Witaj piękności Ty moja. - Harry powitał Oliv całując ją w rękę.
- Dobry wieczór - posłała mu ten uśmiech.
- Już dość tych słówek i tego wszystkiego! Też mam małe plany na wieczór więc udanej randki życzę.
- Dzięki - powiedzieli razem.
- A i grzecznie Haroldzie, bo wiesz - pogroziłam mu.
- Ja zawsze jestem grzeczny - odpowiedział i zniknęli za drzwiami. Z racji, że byłam sama,a tego nie chciałam, zadzwoniłam po mojego wiernego towarzysza z propozycją, której nie można było się sprzeciwić..

_____________________________
Jest 26 *_*
Przepraszam, że tak długo to trwało... Koniec roku, poprawki itp. Na szczęście już jest po radzie. Uff.. :)
Działo się coś u Was przez te 3 tygodnie kochani? :)
U mnie nawet dość sporo :)
Po pierwsze byłam na koncercie AFROMENTAL <3 <3 <3
A po drugie po raz pierwszy stanęłam na festiwalowej scenie :D
Do tej pory nie mogę w to uwierzyć, ale takie cuda jednak się zdarzają! :D
Mam dla Was też tradycyjnie zdjęcia :)
Tym razem pochodzą z Miami, czyli Amerykańska Trasa TRWA!! :D






















Wiem, zaszalałam xD
Kocham Was bardzo i dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze <3
Ev.

piątek, 31 maja 2013

25. Witaj wśród żywych :D

Z ciemności wyrwało mnie bardzo jasne światło. Było wręcz białe i ten kolor był pierwszym jaki zobaczyłam po otwarciu oczu. Z biegiem minut ostrość powracała. Teraz widziałam już wszystko. Znajdowałam się w jakimś pomieszczeniu, raczej sali, chyba szpitalnej, a nade mną pochylało się kilka osób: dwie kobiety i 4 młodych mężczyzn. Wydawało mi się, że ich skąd kojarzę.
- Budzi się! - powiedział chłopak ubrany w paski z escytacją w głowie.
- Uspokój się młody człowieku! - powiedział kolejny, najstarszy. - Pani Julio, czy słyszy mnie Pani? - pokiwałam twierdząco głową - A jest Pani w stanie coś powiedzieć?
- Nie jestem pewna... - wyrwało się z moich ust. Dopiero po chwili doszło do mnie, że nie tylko to pomyślałam.
- Cieszę się, że jesteś. Zrobimy Ci kilka badań i wrócisz do domu - teraz była pewna, że jestem w szpitali oraz tego, że osoba, z którą rozmawiam jest lekarzem.
- Co ja tu robię? Jak tu trafiłam? - te pytania krążyły mi po głowie..
- Upadłaś w parku, uderzyłaś się w głowę i straciłaś przytomność. Gdyby nie ten chłopak - wskazał na postać z lokami - nie wiadomo, co by się z Panią stało.
- Dziękuję Ci - skierowałam te słowa w jego stronę.
- Nie ma sprawy Juls. - uśmiechnął się do mnie. Miał bardzo ładny uśmiech.
- Za moment przyjdzie pielęgniarka i zabierze Panią do innej sali - powiedział doktor - A i jeszcze jedno.. Witaj wśród żywych. - wyszedł, a za nim dwójka kolejnych.
- Wiesz kim jesteśmy?- zapytała z troską starsza kobieta.
- Chciałabym to wiedzieć, ale jedynie was kojarzę... - posmutnieli - Powiecie mi?
- Tak. Już. - powiedziała czarnowłosa dziewczyna - Ja jestem Oliv. Twoja przyjaciółka i współlokatorka. To twoja mama, a ten blondyn to Niall i on jest twoim chłopakiem, przyjacielem i tak jak pozostali jest naszym sąsiadem.
- No dobrze. Mam nadzieję, że przywrócicie mi pamięć - zaśmiałam się.
- Dla Ciebie wszystko - powiedział Niall głosem, który wywołał ciarki na moim ciele.
Kolejne dni mijały szybko i wyglądały tak samo. Wszyscy odwiedzali mnie,pocieszali, rozśmieszali, opowiadali historie z życia itp. Aż pewnego dnia popołudniu :
- Już pamiętam! Już wszystko pamiętam! - spojrzeli na mnie - Wy jesteście One Direction, a ja jestem Juls. Niedawno były nasze premiery w radio. Wszyscy jesteśmy znani. Wy przez X-Factor, a ja przez was... - jeszcze długo wymieniałam wszystko. Oni tylko przytakiwali mi i uśmiechali się. Na koniec rzucili się na moje łóżko, a następnie opuścili salę.
- Pani Julio.
- Słucham doktorze..
- Mam smutną wiadomość.. Jutro nas Pani opuszcza..
- Ojej.. a już się przyzwyczaiłam przez ten tydzień.. - udawałam smutne dziecko, które nie dostało cukierka, ale w środku skakałam ze szczęścia.
- Wrócisz do nas za miesiąc na kontrolę, a teraz odpocznij - powiedział i zostawił mnie samą w sali. Pierwszą czynnością jaką wykonałam były telefony do Oliv, chłopaków i mamy, które musiała dwa dni temu wrócić do Polski. Potem się spakowałam i zasnęłam.

<-- Poranek -->
- Wstawaj, bo Cię okradną!
- A nie o już za późno..
- Wstawaj, bo Ciebie z łóżkiem wyniesiemy na środek autostrady!
- To też słabe, stary postaraj się..
- Ja?! To Ty ją obudź! 
- Co za debile - powiedziałam w końcu otwierając oczy.
- Długo nie śpisz?
- Tak jakoś od momentu, kiedy wasze stopy stanęły w tym budynku.. - spojrzałam na nich gniewnym wzrokiem, bo to było ponad godzinę temu.
- Sorry Juls.. - odezwał się Hazza.
- Spoko. Zawsze takie pobudki sobie robicie???
- Niee - powiedzieli - Zmiana tematu. Lepiej się przebierz, spakuj i wracamy do domu!
- Jasne! - zrobiłam to wszystko. Dobrze, że wieczorem wybrałam ubrania, no bo co z tego, że jestem w szpitalu.. Dziewczyna musi mieć przy sobie dużo rzeczy.. Lou wziął moją torbę i odjechaliśmy. 
- A mój wypis?! przypomniałam sobie w połowie drogi - Wracamy, ale to już! - posłusznie wykonali moje polecenie. W ciągu 10 minut byliśmy pod szpitalem. Odebrałam dokument. Nie obeszło się bez żartów z lekarzem. Wsiadłam do samochodu pasiastego i tym razem spokojnie jechaliśmy prosto na naszą ulicę.
- Jesteśmy! - oświadczył Loczek.
- Alleluja!! - ucieszyłam się i opuściłam pojazd. Otworzyłam drzwi, a tam na ścianie wielki plakat:

" Witamy w domu! "

- Co to jest? - zapytałam rozbawiona.
- Niespodzianka kochanie! - z głębi domu wyłonili się Głodomorro, Oliv i reszta.
- Nie musieliście! - przytuliłam wszystkich. Z biegiem minut zamiast zwykłego powitania, zrobiło się przyjęcie. Tak to tylko my potrafimy. Szybko zorganizowało się coś do jedzenia, picia, zabawy itp. Niezły ubaw, ale dla mnie to było trochę za wiele.
- Wiecie co? Ja już chyba pójdę do siebie - powiedziałam koło 21.
- Źle się czujesz? - troskliwie zapytał Niall.
- Nie, po prostu jestem trochę zmęczona.. Bawcie się dalej - i poszłam na górę. Odświeżyłam się, a potem położyłam na łóżku z tabletem. Zauważyłam, że na tt przybyło mi kilka tysięcy obserwatorów. Jedna piosenka, jeden tydzień, a tyle się pozmieniało. Sprawdziłam jeszcze kilka stron. Czatowanie przerwało mi delikatne pukanie..
- Wejdź skarbie!
- Jakie miłe powitanie - Harry uwodzicielko poruszył brwiami.
- Oj sorka, myślałam, że to Nialler..
- Już się nie tłumacz - walnęłam go poduszką.
- A co Ty tu właściwie robisz? Czemu nie jesteś na dole? - zapytałam.
- Jakoś nie mam już dzisiaj ochoty..
- No nie wierzę! Ty Harold Edward Styles nie masz ochoty imprezować z przyjaciółmi i Olivią?! To jest szok! - patrzył na mnie wielkimi oczyma. 
- Tak jest... - odpowiedział i spuścił głowę. Siedzieliśmy w milczeniu chyba z 15 minut.
- Co Ci dolega? Mi możesz powiedzieć.. - podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Ale obiecaj, że nie będziesz zła, ok?
- Obiecuję, a teraz mów.
- Chodzi mi o ten Twój wypadek... Bo, bo to wszystko moja wina.
- Co? Dlaczego tak uważasz? - zdziwiłam się.
- Juls, dostałaś sma'a z propozycją spotkania... Wysłałem go do Ciebie przez pomyłkę..Miał być do Oliv, a że mam Was obie na szybkim wybieraniu, wysłałem nie do tej co chciałem. Mój błąd mógł kosztować Twoje życie. Tego bym sobie nie darował. Przepraszam. - jego oczy zaszkliły się.
- No dobrze Harry, wybaczam Ci to. Dobrze, że powiedziałeś mi to teraz - przytuliłam go. Znów niezręczna cisza, ale wiedziałam o co chcę zapytać mojego towarzysza.
- Hazzuś...- zrobiłam minę małej dziewczynki
- Co? -zapytał rozbawiony wyrazem mojej twarzy.
- A Ty jesteś z Oliv?? - ciekawość wygrała.
- Wiedziałem, że zapytasz - zaśmiał się - Nie, nie jestem..
- A chcesz? - drążyłam temat.
- Chciałbym...
- To czemu jej nie powiesz, że ją kochasz?
- Gdyby to było takie proste, jak rozmowa z Tobą, dawno bym to zrobił.
- Na co czekasz?
- Nie wiem.. Może boję się odrzucenia..
- Niepotrzebnie..
- Tak myślisz?
- Ja nie myślę, ja jestem tego pewna.
- Jedna obawa mniej - odetchnął z ulgą.
- Więc co zrobisz?
- Powiem jej wszystko.
- Teraz?
- Nie, jutro..
- Dlaczego?
- Bo to musi być w wyjątkowych okolicznościach..
- Czy wy wszyscy jesteście takimi romantykami..?
- O co Ci chodzi?
- Bo jak Niall mi powiedział, że mnie kocha to też najpierw wszystko przygotował...
- Wychodzi, że my już tak mamy.. - zaśmiał się - Dzięki.
- Za co?
- Za pomoc i słowa otuchy.
- Nie ma sprawy. Doktor Juls " LOVE " zawsze do usług.
- Zapamiętam - wyszedł. Założyłam słuchawki i utonęłam we własnym świecie.


____________________
Tak jak obiecałam jest kolejny :)
Nie uśmierciłam Juls.. Nie byłabym w stanie tego zrobić. :)
Pisałam ten rozdział od wczoraj... jakoś nie miałam weny i nie podoba mi się do końca...
Nie wiem co pisać...
W końcu wolne :D I nawet ciepło, słonecznie i takie tam... Aż czuję wakacje..
Oceny poprawione i luz... a jak u Was wszystko dopięte na ostatni guzik, oceny na luz itp???
Jeżeli chcecie coś wiedzieć to piszcie śmiało :)
Mam dla Was dzisiaj zdjęcia z jeszcze gorącej sesji zdjęciowej OD Together Against Bullying:










No to tyle :)
Kocham, pozdrawiam i komentujcie
Ev.

sobota, 25 maja 2013

24. Co tak pachnie???

Teraz było jak w bajce, która lepiej niech nigdy nie znajdzie końca. Ja i on. Oboje odwieczni " forever alone ". Nie chciałam otwierać powiek, bo to wszystko mogło być tylko snem.
- Wiem, że nie śpisz. Wchodzę! - głos Oliv sprowadził mnie na ziemię. - Dzień dobry ślicznotko - skoczyła na łóżko tak mocno, że aż z niego spadłam.
- Cześć czubku -powitałam ją i usiadłam na fotelu. Martwa cisza, ale po mojej przyjaciółce było jawnie widać, że zaraz wybuchnie.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie, a dlaczego miałoby się stać?
- No, bo jesteś cała czerwona i najwyraźniej chcesz coś powiedzieć.
- Jak Ty mnie dobrze znasz..
- Więc?
- Chce wiedzieć tylko jedno - spoważniała -Jesteście razem, czy nie? - parsknęłam śmiechem - no odpowiedź..
- Oliv - wstałam i teatralnie położyłam dłoń na jej ramieniu - Oliv, tak jesteśmy razem.
- Wiedziałam, że w końcu do tego dojdzie! Gratulacje kochana! - przytuliłam ją, ale to nie był zwyczajny przytulas. Zaczęłyśmy kręcić się w koło, śmiać, a nawet skakać. Zmęczone położyłyśmy się na moim włochatym dywanie. Tam opowiedziałam czarnowłosej całe wczorajsze popołudnie. Powoli, dokładnie i ze szczegółami. Ta tylko uśmiechała się, ale coś pożerało ją od środka.
- Jak myślisz... będziemy wiecznie szczęśliwi? - zapytałam by sprawdzić, czy komunikuje. Oczywiście nic nie odpowiedziała.
- Oliv! Żyjesz?
- Tak, tak - ocknęła się - pytałaś o coś?
- Owszem, na które niebo poleciałaś, bo na ziemi nie stoisz na pewno...
- A weź się - rzuciła we mnie poduszką.
- Co jest? - naciskałam bardziej, ponieważ martwiłam się o nią.
- Wszystko w porządku
- Właśnie widzę. Mów.
- Muszę? - zapytała litościwym głosem.
- Tak.
- Ughh... - wyleciało z jej ust.
- Czyżby chodziło o pana Loczka? - spuściła głowę, czyli trafiłam w punkt. - Co zrobił, albo czego nie zrobił?
- Niby piszemy ze sobą, wygłupiamy się, chodzimy na spacery... ale jeszcze nigdy nie zrobił dla mnie nic wyjątkowego... - ukryła twarz w dłoniach.
- Nie wiedziałam, że jesteście tak blisko... Czemu nie mówiłaś?
- Nie chciałam Ciebie obarczać moimi problemami. Masz dość własnych...
- Słońce dla mnie Twoje problemy są moimi problemami. Jesteśmy przecież przyjaciółkami. Takie sprawy rozwiązujemy razem.
- Dziękuję - przytuliła mnie. Jak na jeden poranek to dziś bardzo dużo czułości. Ten moment przerwał pewien dźwięk. Jak później poczułam, był to mój burczący brzusio.
- Głodna? Czyżby Nialler Cię wczoraj głodził? - śmiech na sali.
- Oczywiście, że nie. Mamy - zerknęłam na iPhon'a - 13:30.
- Że co?!
- No tak.
- To nieźle się dziś lenimy
- Czasami trzeba..
- Oj tak, ale wiesz co? Ja też jestem głodna. Za 10 minut na dole - rzuciła i już jej nie było. Wzięłam kilka ubrań z szafy i odświeżyłam się. O dziwo w kuchni byłam szybciej niż Oliv.
- To co dziś jemy? - zapytała wchodząc do pomieszczenia.
- Hmm... Ja mam ochotę na..PIEROGI!
- Co?! - najwyraźniej rozbawiło ją to.
- No chcę pierogi, takie z truskawkami...
- To powodzenia w pracy -uśmiechnęła się.
- A dziękuję - zabrałam się za poszukiwanie składników. Zielonooka chyba rozłożyła się w salonie. Znalazłam wszystko. Postanowiłam zrobić podwójną porcję.
- Oliv! Obiad! - zawołałam ją po niecałej godzinie.
- Dobrze Ci wychodzi naśladowanie mojej mamy! - ciekawe czemu miała taki dobry humor.. - Ty chcesz to wszystko zjeść??? - wskazała na talerz z gorącym przysmakiem.
- No... Nie gadaj tylko siadaj i zajadaj - rozkazałam. Każda nałożyła sobie porcję i dokładkę, a w naczyniu nie ubyła nawet połowa. Nagle: drr.. drr..
- Spodziewasz się kogoś? - zapytała Oliv.
- Nie, a Ty?
- Też nie - wstałam od posiłku by otworzyć. Nie trudno zgadnąć, kto stał przed wejściem.
- Dzień dobry pani Julio " Juls" Marszałek.- powitał mnie Liam. Zdziwiło mnie, że pamięta moje nazwisko, bo w ich obecności użyłam go tylko raz.
- Dzień dobry panom - ja nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać, a oni wraz ze mną. - Właście! - zaprosiłam ich do środka,gdy uspokoiłam się.
- Chłopaki czujecie to? - zapytał Hazza, zatrzymując wszystkich.
- Jasne.... Juls! - zawołali mnie.
- Tak?
- Co tak pachnie?
- To moi drodzy jest zapach polskich pierogów. - odpowiedziałam z dumą.
- Że czego?! - zapytał  zdezorientowany Zayn.
- Chcecie trochę? - zaproponowałam, ale oczywiście znałam odpowiedź.
- To było pytanie retoryczne, tak? - mądrość Lou czasem mnie zaskakiwała.
- Nie, nie było - udaliśmy się w kierunku jadalni, gdzie Oliv słysząc naszą rozmowę, nakrywała ponownie do stoły. Tym razem dla większej liczby osób.
- Helloł chłopaki - powitała ich.
- Hejka - powiedzieli jednocześnie. Usiedliśmy na swoich miejscach i zabraliśmy się za pałaszowanie. Ja już dużo nie zjadłam. Czarnowłosa też wymiękła, ale w ciągu kilku minut wszystko zniknęło.
- Jakie to było pyszne... - powiedział Niall po skończonym posiłku, a reszta mu przytaknęła.
- Dzięki... Polecam się na przyszłość!
- Dziewczyno! Ty chyba nie wiesz co mówisz?! - zareagował Harry
- Dobrze to wiem. - i posłałam uśmiech w stronę towarzyszy. Kolejne godziny spędziliśmy tak w siódemkę. Nikomu nie chciało wychodzić na zewnątrz, a wszystko to przez jeden obiad. Jeden obiad, który spowodował lenistwo na skalę światową. Plusem tego było siedzenie koło Nialler'a, który potrafił nieźle słodzić. Chłopakom nasze zachowanie niezbyt się podobało, ale przyzwyczaili się z czasem.
- Robi się późno. Panowie czas wracać. Wiecie, że trzeba jeszcze ogarnąć ten cały syf w salonie po wczoraj zanim przyjedzie Paul... - mniej więcej w połowie trzeciego filmu odezwał się Daddy.
- Posiedźcie jeszcze trochę - prosiła ich Oliv,pochłonięta rozmową z Hazziątkiem.
- No okey. Harry podziękujesz potem - Zayn odpowiedział w imieniu reszty. Nasz dom opuścili po godzinie. Jaki zaraz zrobił się spokój. Posprzątałyśmy wszystko i wróciłyśmy do salonu. Włączyłyśmy jakąś komedię i zaczęłyśmy plotkować. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy z życia Oliv od czasu, kiedy zamieszkała ze mną, no i oczywiście wiele o Haroldzie i tym ich jak to sobie nazwałam "romansie przyjacielskim". Gdy zamykały mi się oczy, ożywiła mnie wibracja telefonu..

" Za pół godziny pod starym
drzewem w parku, wiesz którym"

Nieznany numer. Nie wiedziałam co robić. Moja współlokatorka już smacznie spała z pilotem na brzuchu. Postanowiłam tam pójść, choć wiem, że Niall mnie za to zabije. Założyłam kurtkę i udałam się w wyznaczone miejsce. Nie wiem dlaczego, ale nogi same wędrowały. Gdy stałam już u celu przestraszyłam się  i upadłam. Powoli odpływałam w bezdenną otchłań...

___________________________

No siemanko moje Marcheweczki! :D
Co tam?
U mnie pogoda się popsuła niestety... :/
Ale jest i tego plus, bo powstała 24 część :)
Nie będę się dziś rozpisywać, więc stawiam wam jedno pytanie:
" Co waszym zdaniem stanie się teraz z Juls? "

Dzisiejsze zdjątka pochodzą z Madrytu i Balady :)













A tak na koniec dla Was informację. Kolejny rozdział ukaże się, gdy będą 4 komentarze..
Taki mały szantażyk, bo wyświetlenia rosną, a liczba komentarzy maleje...
To by było na tyle.. :)
Pozdrawiam ciepło.
Ev